7/13/2006

KONIEC

.

6/09/2006

Optymistyczna notka

Będziemy bawić się i śmiać w niebogłosy, a z nami cieszyć będą się niebiosy!
Zatańczymy w blasku księżyca wieczorem - walca, z ekspresją i pasją na czole
I w marszu tym z werwą naprzeciw te losy, niczym nam będą bezpańskich psów głosy
Bo w jedność połączy się dusza i ciało ... i z każdym dniem będzie mi Cię mało!
Nie wszystko w szaleństwo jednak się obróci, choć będziem jak jadem trującym zatruci
W tym złoty środek jak w zewie natury - gdy trzeba jest ciepło, gdy trzeba - są chmury,
lecz wszystkie żywioły jakby w całości, w empatii toną bożej łaskawości
I razem przez wszystko brną jednym ciałem, ja także w Tobie takim się stałem
A dzięki tej wielkiej potężnej jedności, trwają przez wieki w tej zawiłości
Do końca świata i w całej wieczności, bo taka jest siła prawdziwej miłości.

6/05/2006

Jesteśmy

Hmmm... a jeśli wszystko będzie już stracone, odejdzie ze spokojem. Bez żalu, że stać mogło się to co się nie stało, moze jedynie ze straconymi nadziejami, lecz poczuciem szcześcia, że choć znalazł czego szukał.
Właściwie najwięcej w tym niezrozumienia. Nie rozumie się jego, ale i on nie rozumie. Nie rozumie dlaczego dobrowolnie wybierają inaczej niż sami chcą, dlaczego mając okazję nie wykorzystują jej i wreszcie dlaczego będąc odpowiedzialnymi nie zastanowią się tak na prawdę nad przyszłościa - czy ona ma sens, z tymi którzy widzą ją całkowicie inaczej. Hmmm... trudno. Może obmyślać wciąż nowe sposoby na udowodnienie, lecz schemat będą woleć od oryginalności. Może czuć sto razy silniej, lecz schemat uczucia, choć lżejszy będzie tylko rozumiany. Może chcieć oddać wszystko, lecz nie zostanie im zabrany. Hmmm... a może to prawda? Że nie chodzi o to wszystko, a jedynie o tak przyziemne rzeczy jak przyzwyczajenie, komfort, bezpieczeństwo materialne ... nie, nie - nie może być tylko to. Lecz jeśli jest coś jeszcze ... jak można kochać osty albo ciernie kaleczące? Czuję się źle - wychodzę, zostawiając za sobą trzask drzwi.

Kurtyna! Kto w czas ze sceny nie zejdzie tego przygniecie ciężar jej opadającej. Znajdź choć jeden powód. Ja mam ich wiele - i na to by żyć, i na to by umierać. Ciągniemy zapałki.
Na huśtawce siedzi duża dziewczynka, bujana przez małego chłopca ... Jeden ruch ręki - dziewczynka jak motyl, drugi ruch ręki - dziewczynka jak owca ... Na huśtawce siedzi duża dziewczynka, bujana przez małego chłopca - jeden ruch ręki, dziewczynka wypadła - wybiła zęby, wpadła do grobowca. "Haha!" - mały chłopiec zaśmiał się szyderczo - "czekasz na cuda, koszmary cię dręczą!". A duża dziewczynka bardzo zapłakana na cud czekała już tyle czasu, że hipokryzją z jej strony było by kazać innym uniknąć tego ambarasu. Wszyscy czekają - lat trzy czy dwanaście, czy jest się czym łudzić? - "Sam nie wiem" ... - no właśnie. Liczę do trzech za drzewem się kryjąc i szukać zaczynam w niedługim czasie. Słyszę jej głos i kroki wśród liści, odwracam się i szukam jej właśnie. Lecz widzę ten obraz dziwnej trochę treści, przyniósł mi bowiem same złe wieści. Oto i ona ukryta jest w budzie, a łańcuch tak krótki że nawet nie dostrzegam jej oczu, choć wielkie jak księżyć na sklepieniu nieba. A oto wyszedł spracowany drwal na polanę odrąbał mi głowę i kopnął kolanem. "To może w berka?"
Wyciągnałem skrzydła i odfrunąłem, tam gdzie życie nie jest horrorem. Ja sam wybieram to co mnie nie parzy, nie muszę widzieć też tych wszystkich twarzy, które oczy czy usta już dawno zaszyły ... kto wie czy już nie w czasie, kiedy się narodziły.
Tak bowiem ma być i tak więc się stanie - przyklaśnie każdy na pożegnanie!

Bip ... bip ... bip ... "zajęte?" ... biiiiiiiip ... "już działa ... teraz cieszy się Polska cała".

5/15/2006

Przyjaciel

Minęło już wiele lat odkąd został ponownie zesłany ... zresztą na własną prośbę. To nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, choć ilekroć się tu znajduje często dręczą go myśli o powrocie, choć gdy tylko znajdzie się znowu tam skąd przybył, prosi o ponowne zejście, nie mogąc znieść myśli o tym świecie. Różni się od innych tym, że nawet tam nie myśli o sobie i ważniejsze dla niego jest pomóc tym, którzy jeszcze tutaj nie dotarli ... jak można bowiem być szczęsliwym pośród milionów nieszczęśliwych? Być może to przez to sumienie został wybrany jako jeden z tych którzy w jakiś sposób pomagają, jednak świadom jest tego, że przez to nie może już powrócić na stałe. Wieczność spędzana w taki sposób z każdym dniem niosąca ze sobą nowe ciepienia ... nie do końca o tym marzył. Pozostały jeszcze nadzieje na odpoczynek i porzucenie tego wszystkiego, jednak jego pojęcie szczęscia poprzez to co widział i czuł zostało bardzo wyidealizowane. Na tyle, że cięzko znaleźć drugą osobę która choć w części pojąć by mogła ogrom uczuć mieszczących się w tak małym i wątłym ciele ... . Tam uważają, że jest szalony, bo szuka szczęscia nie po tej stronie co trzeba. Dawno utracili oni bowiem wiarę w to co zostało zanieczyszczone przez materię i nie potrafią sobie nawet wyobrazić, że możliwe jest by ten cel zrealizował i znalazł choć jedną duszę, która to co namacalne traktować będzie jedynie jako dodatek do tego co jest istotą wszystkiego. Lecz on ciągle czeka, lecz nie biernie, przygląda się i próboje naprawić to, co pierwsi zrujnowali. Trudem jest to wielkim zwarzywszy, że sam będąc ciałem narażony jest na to co zapoczątkowało koniec. Cięzko zliczyć tysiące lat które przeminęły, jaki te które jeszcze nastąpią. Lecz on czeka na to o czym losy były już przesądzone dawno temu. Wciąż mysli jego zaprzatają pytania, na które nie zna odpowiedzi i nigdy nie pozna, gdyż zrozumieć nie potrafi tego z czym walczy.
Znalazł, lecz nie został znaleziony. Stara się pomóc choć sam potrzebuje pomocy. Walcząc z ciemnością powoli sam się nią staje. Kolejne niedługo dobiegnie końca, a początkiem będzie kolejnego. Aż kiedyś wróci i zastanie tylko ciszę. Los ich bowiem nie jest taki jakiego oczekują, a na jaki zasługują i choćby chciał to zmienić, nawet sprawiedliwość obróci się przeciwko niemu.

Są niezliczone sposoby na tłumienie kwiatów
Niezliczone granice każdej wolności
Czarne i białe duchy po nitkach wchodzące
Raz czarna z białą uplączą się razem
Raz czarna z czarną żyje w ciemnościach
Dwie białe spotkały się na jednej linii
Lecz supeł zawiązał ktoś na łodydze
Chcąc wyrwać, wykosić, zniszczyć
... zwiędły.

5/02/2006

Optymizm

Każdy kamień rzucony w moją stronę - sam staję się kamieniem
Każde słowo rzucone we mnie - sam staję się słowem
Każda cisza wokół mnie - sam staję się ciszą
A każdy ból sprawiony - stanie się bólem sprawców,
Lecz nie dla tego że stanę się bólem,
Dlatego że bólem są sami jego sprawcy

Z szerokim uśmiechem optymizmu nożem wycinanym,
Śmiac się sam będę z tych którzy śmiali się wcześniej,
Kiedy ja płakałem ...
A po wszystkim zrzucę zasłonę milczenia
I jako słowo kamieniem się stanę
Z kamieni i słow innych zrodzonym,
który stąpac będzie po tych ...
którzy po nim stąpali

A litości nie pozna kto nigdy jej nie znał
I przebaczenia nie pozna kto go nigdy nie miał
Kto ślepcem był, dalej nim zostanie
Kto o lasce chodził, sam laską zostanie

Kto poprosi o pomoc, będzie wysłuchany
Kto zwróci się ku niebu - niebem zostanie
Kto zwróci się ku ziemi - zostanie pochowany

Kto da szanse temu kto jej nie miał
Sam szans będzie miał po stokroc
Kto szukał szans dla siebie
Sam swe szanse w ziemi pogrzebie

Proście o co chcecie, a będzie wam dane
Lecz zwarzajcie na swe prośby, bo będą wysłuchane!
Matwią się o mnie, że kres mój nadejśc może
Lecz sami wszystko widzą tylko w jednym kolorze

Śmierc umarłym! Śmierc nieżywym!
Bo ten kto żyje w wieczności, ze śmierci sobie szydzi.

4/29/2006

Czas

Gdy rozum postradam, Ty - Persefona, jak pod okiem Hadesa
W ciemnościach staniesz i szukać ucieczki będziesz przede mną
Lecz jeśli tylko powiesz choć słowo, w pył się obrócę
I zgasnę na wieki, mając zamknięte obie powieki...

Czym bowiem było by uczucie tak wielkie, gdyby szukało własnego szczęscia
Było od zawsze, jest i tak zostanie, na wieki wieków, spacja i amen.
Nieprawda - drzwi są i były zawsze otwarte, lecz cegły za nimi - jedna po drugiej
Przez lata tworzyły mur coraz wyższy - lecz moja to wina, winny ja jestem
Że wcześniej obudzić się nie byłem w stanie ...

Wieczność to bardzo dużo czasu mój panie, na cóż Ci w tej wieczności czekanie?
Nie wstało to z ziemi, nie jest owocem, czy dzieckiem w łonie, okrytym kocem
Jak świat powstał - tak powstało z martwych, lecz w uśpieniu trwało przez całe wieki
Teraz już wiem, czego szukałem ... za późno jednak, podaj mi leki ...

Omnis amans amens.

"Miłość jest to złożone pojęcie którego nie można ująć w sztywną definicję. Często utożsamiana z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu), połączone z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia, także jest to relacja między osobami oparta na uczuciu miłości. Od wieków jest przedmiotem fascynacji. Obecna w sztuce, literaturze, psychologii, religii. Uważana za sens życia ludzkiego – czyniąca prawdziwe i w pełni szczęśliwym. Miłość jest dziwnym zjawiskiem - przeobraża ludzi tak, że czynią oni rzeczy dawniej dla nich niewyobrażalne, osiągają nieosiągalne dotychczas cele, a wszystko w imię wszechwładnej miłości."
http://pl.wikipedia.org/wiki/Miłość

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką , iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
jak proroctwa, które się skończą,
choć zniknie dar języków,
i choć wiedzy nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy
i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
największa z nich jest miłość.

(1 Kor 13, 1-13)

4/24/2006

Waniliowe Niebo

Nie mów, że źle się stało, gdy Cię poznałem
Przeciwnie - teraz choć wiem, że jednak istniejesz
Nie mów, że przez Ciebie jedynie cierpiałem
Jak wielkie co we mnie - tego nawet nie wiesz
Nie mów mi, że chcieć mógłbym czegoś innego
Nie Ciebie pragnę ... lecz szcześcia Twojego.

Pan Tik-Tak

Spotkałem to. Przyszło po cichu atakując znienacka, nie dając mi nawet chwili na bycie zaskoczonym. Dziwnie się stało, że myśli wszelakie mi to obebrało. Rozejrzałem się wokoło - widziałem tylko tą twarz która do tej pory snem była nocnym, a stała się nim i na dziennej jawie. Czy postradałem zmysły nie mogąc się przebudzić? A może demony z którymi rozmawiałem, rozum mi odjęły wpędzając w szaleństwo?
Gdy u kresu cierpienia się znajdowałem, przywołałem zmarłych i pieśń im zaśpiewałem. A grałem po cichu, lecz w straszliwym wrzasku - myśli i duszy, który ze ścian zrywał purpurowe szaty. Łzy słowami goryczy mi były i wieść im smutną oto oznajmiły, że sił już mi brakuje by życ w tym męczeństwie, widziały już co kryje się w mym chorym szaleństwie.
Chciałem jedynie by on jej przekazał, to wszystko co bardzo rzadko się dziś zdarza. We śnie jej oznajmił, lecz ona nie słuchała - myśląc, że wszystko jest dziełem przypadku.
No i ja przyszedlem, a milion szpilek wbijać się zaczęło, lecz ono opór wciąż jeszcze stawiało. Naprężona tkanka do kresu możliwości ... wreszcie pękła. Z łez i krwii postała rzeka co zalała całe pole marzeń ... i puuuu tak powstał czokapik.

I w bordowym świetle
w świec bordowych blasku
przy bordowym niebie
i księżyca brzasku
leży w tej kałuży
mokre ciało trupa
krew bordową spuścił
... przestał czegoś szukać

Hmm jak opisać to by do nich też dotarło? Jest to jakby dusić się swoją własną krwią, mając przestrzelone płuco w którym tkwi wciąż ołowiana kula. Nie jest to śmierć szybka, ni też bezbolesna. Na poczatku nie czuć nawet że jest się postrzelonym, po chwili ciężej jest już oddech większy złapać. Następnie widok krwi płynącej z rany w umyśle zamęt siać zaczyna, a po chwili jakby z waty stała się każda kończyna. Nie da się już wdechu zrobić i zaczerpnąc powietrza, mimo że usilnie człowiek się o to stara. Zamiast dawki tlenu chłyst czerwonej mazi którą płuco się wypełnia niczym mała gąbka. Ból przerazliwy i bezsilnośc wielka, pozostaje jedynie czekać swego końca. Chocby walić najmocniej w ściany, choćby drzeć się w świat niemiłosiernie, próżno szukać gdziekolwiek ratunku. To czekanie na śmierc najgorszym jest zjawiskiem, bo sama w sobie była by ona zbawieniem. Tak oto zastanawia się człowiek podczas tego bólu, jak sobie ukrucić jego czas, co dłuży się jak wieki ... lecz pijac swoją krew i ja zasnę mając otwarte powieki.

- A nie pomyślałeś, co poczują inni?
- Kto się zabił będąc martwym, już się uniewinnił.